Raz na cztery lata każdy zuch jest pępkiem świata. Drukuj

 

   29 lutego to dla każdego zucha wyjątkowa data – imieniny zucha. Z niecierpliwością czekaliśmy tego dnia na godzinę 16.30.

   Wszyscy zjawiliśmy się punktualnie, ubrani… a właściwie przebrani za ulubione postacie z bajek. W tłumie zuchów wypatrywaliśmy naszych druhen. Nagle wyrosły przed nami Czerwony Kapturek i Kowbojka. Okazało się, że to nasze druhny Emila Wiśniewska i Ilona Borczuk!  

   Przekraczając próg szkoły Profesor rzeczywistość prysnęła jak mydlana bańka i przeniosła nas w niesamowitą baśń pełną przygód, strachów i dziwów. W drzwiach przywitał nas Pan Kleks taki jak ten z książki, którą dopiero co czytaliśmy. Spojrzeliśmy na siebie zdziwieni. Czy na pewno jesteśmy w Płocku? Ów zwariowany nauczyciel zaprosił do zwiedzania swojej bajkowej szkoły. Chodziliśmy po klasach i uczyliśmy się… Ale, ale pomyślicie! Jak to zuchy mają imieniny, i spędzają je w ławkach?! Nic podobnego! Podczas lekcji  przyrody znaleźliśmy się w prawdziwym laboratorium gdzie lód zamienialiśmy w kolorową parę. Mogliśmy ją dotknąć, zamienić w piłkę i podbijać! Prawdziwa magia! Patrzyliśmy a te dziwy z otwartymi ustami. Zahipnotyzowani przeszliśmy do kolejnej sali. Czekała tam na nas niesamowita lekcja kaligrafii gdzie obklejaliśmy ściany swoimi dziełami. Podczas kolejnej lekcji wf musieliśmy wykazać się sprytem i pomysłowością. Mamy dla was drodzy czytelnicy zadanie. Spróbujcie stojąc na kocu w grupie pięcioosobowej przewrócić go na drugą stronę. Uwaga nie wolno z niego zejść! Dla nas nie było to wcale łatwe zadanie. Ale w grupie siła - udało się! Ile było przy tym śmiechu!!! Pełni wrażeń i głodni z wysiłku, emocji czekaliśmy by cokolwiek przegryźć. Nie zawiedliśmy się. Czekał na nas ogromny tort. Mniaaam, pycha… słychać było tylko pałaszowanie 234 zuchów.

   Wracając do domu towarzyszyły nam okrzyki zuchowe: ale fe, ale fe, ale fenomenalnie, fantastycznie no i fajnie!!!