Zielona szkoła w Jastrzębiej Górze Drukuj

 

   W dniach 14.05.2012-18.05.2012r w Jastrzębiej Górze odbyła się Zielona Szkoła. Brały w niej udział klasy IV c i  Vc. Opiekę nad dziećmi sprawowały pani Marzena Nejman, pani Monika Czyżewska a nad całością czuwał pan Arkadiusz Ławnicki. Cały wyjazd wspaniale opisuje zamieszczony poniżej poemat autorstwa pań Marzeny Nejman i Moniki Czyżewskiej pt. „Oda do zielonej szkoły”

Czternastego i nie w piątek, tutaj zaczął się początek,

 szkoły naszej tej zielonej, wyczekanej i wyśnionej.

Z panem Arkiem w roli głównej, bardzo ważnej i nienudnej.

Już od rana, na „dzień dobry” nasz autobus był niedobry.

Pan Sylwester, zuch kierowca do warsztatu pognał - hopsa.

Filtr paliwa wymieniono, w podróż znowu wyruszono.

Auto pędzi jak rakieta, niezła dla nas to podnieta.

Pani Danka – pilot klasa, wiadomości cała masa,

wciąż nas bombarduje wiedzą, dzieci dużo się dowiedzą.

Najpierw Malbork zwiedzaliśmy, zamek piękny i wymyślny.

Nasze panie zaszalały, stroje dawne przymierzały.

Pan kierownik był rycerzem, z wielkim mieczem i pancerzem.

Był też katem - ścinał głowy białogłowy, czarnogłowy.

Dzieciom także się dostało, kilka główek pospadało.

Potem w drogę ruszyliśmy, do Jastrzębiej dotarliśmy i nad morze pobiegliśmy.

Ciepły piasek, woda, fale, bawiliśmy się wspaniale.

Rano pobudka, dobre śniadanie, na panią Monikę w aucie czekanie.

Pani Danusia tez nie zdążyła, choć już od 6 na nogach była.

Potem był „bączek”, a może dwa, aż pan kierownik nos krzywił „a.a.”

Krzyczał i krzyczał, i wrzeszczał, że tak robią tylko świnki, świnice.

Cóż było robić, żaden ani nie pisnął, skulił się tylko i nogi zacisnął.

Strach było mówić co było potem i nikt już „bączka” nie wypuścił z powrotem.

W Gdańsku szaleństwo, nogi bolały, przeszliśmy wzdłuż i wszerz gród cały.

Wcześniej organy nam pięknie grały. Była palmiarnia i zieleń parku, za to dziękujemy Ci panie Arku.

Z Gdańska na molo pojechaliśmy, w ten sposób Sopot zaliczyliśmy.

By nas nie zmęczyć pani Danusia, telefon wzięła od pana Sylwusia.

Lecz w roztargnieniu czymś spowodowanym numer zły podał kierowca kochany.

Biedna kobieta numer wybiera, a on przez cały czas nie odbiera.

Cóż było robić? Piechotą szliśmy i jeszcze bardziej się zmęczyliśmy.

Dlatego cisza wcześniej zapadła, bo nasza młodzież po prostu padła.

Rano słoneczko pięknie świeciło i żadne dziecko się nie spóźniło.

Podróż do Helu minęła szybko, tam foki były karmione rybką.

Ćwiczenia różne wykonywały, w ten sposób dzieci nam zabawiały.

Teraz ognisko przy gwiazdach mamy i poemat owy dla was czytamy.

Pani Marzenka, co czarne włosy ma i pani Monika - Białogłowa!!!

Więc panie Arku, wierzymy w to, że jeszcze spotka nas niejedno.

I za rok razem gdzieś pojedziemy i wspólnie razem coś przeżyjemy.